W pustyni i w puszczy, rozdział 27, str. 5

189 A














25
Piwo, wyrabiane z rośliny sorgo. 190 on myśli, że to Mzimu. Niech jednak Mea chlustnie kilka razy wodą w otwór, jeśli bowiem węgle z braku powietrza nie zgasły i próchno się od nich zatli, to drzewo może spłonąć.
Po czym widząc, że Kali wciąż leży i nie przestaje powtarzać z
przerażeniem: „aka! aka!”, wziął tę strzelbę, z której strzelał zwykle
do pentarek, wypalił
tłumacz on line w otwór i rzekł trącając chłopca kolbą:
– Twój Mzimu zabity. Nie bój się! A Kali podniósł się, ale pozostał na klęczkach. – O, pan wielki! wielki!. Pan nie bać się nawet Mzimu? – Aka! aka! – zawołał przedrzeźniając Murzyna Staś.
I począł się śmiać.
Kali uspokoił się po pewnym czasie zupełnie i gdy zasiadł do
przygotowanego przez Meę jedzenia, pokazało się, że chwilowy
przestrach nie odebrał mu wcale apetytu, albowiem prócz porcji
wędzonego mięsa spożył jeszcze na surowo wątrobę źrebięcia zebry
nie licząc dzikich fig, których dostarczył w obfitości rosnący w
pobliżu sykomor. Następnie obaj ze Stasiem wrócili do drzewa, przy którym dużo jeszcze było roboty. Wyrzucanie próchna, węgli, poprażonych całych setek chrząszczy i wielkich stonóg oraz kilkunastu upieczonych nietoperzy zajęło im przeszło dwie godziny czasu. Stasia dziwiło to nawet, że nietoperze mogły mieszkać w
bezpośrednim sąsiedztwie z wężem, domyślił się jednak, że olbrzymi
pyton albo pogardzał tak drobną zwierzyną, albo nie mogąc się we
wnętrzu pnia koło niczego owinąć nie umiał się do nich dostać. Żar
węgli wywoławszy upadek pokładów próchna oczyścił to wnętrze
znakomicie – i widok jego napełniał teraz Stasia radością, albowiem
było ono tak obszerne jak duży pokój i mogło dać schronienie nie
czworgu, ale dziesięciu ludziom. Dolny otwór stanowił drzwi, górny okno, dzięki któremu w olbrzymim pniu nie było ani ciemno, ani duszno. Staś umyślił podzielić całość za pomocą płócien namiotu na dwie izby, z których jedną przeznaczył dla Nel i Mei, drugą dla siebie, Kalego i Saby. Drzewo nie było spróchniałe aż do wierzchu
pnia, deszcz więc nie mógł przeciekać do środka i aby się zupełnie od
niego zabezpieczyć, dość było podnieść i podeprzeć nad obu
otworami korę w taki sposób, aby tworzyła dwa okapy. Spód wnętrza postanowili wysypać wyprażonym przez słońce piaskiem znad rzeki i powierzchnię jego wymościć suchymi mchami. Robota była istotnie ciężka, a szczególnie dla Kalego, musiał on bowiem obok tego wędzić mięso, poić konie i myśleć o żywności dla słonia, który trąbił o nią ustawicznie.

2008-10-20 23:09:52